Psychologia psa cz I
No translation available.

Charakter to coś więcej niż geny

W szkole uczono mnie, było to dawno, ale znowu nie tak bardzo, że charakter się nie dziedziczy. Tak cechy charakteru jak i zachowanie miały kształtować się zależnie od wychowania i wpływu środowiska. Taki punkt widzenia szalenie odpowiadał hodowcom psów, którzy z czystym sumieniem umywali ręce od tego, jakie zwierzęta wypuszczali ze swoich hodowli. Eksterier - proszę bardzo - za to hodowca jest, albo przynajmniej powinien być odpowiedzialny. Ale charakter?! Co złego to nie my, jakiego sobie nabywcy wychowali psa, takiego mają. Prawda, że wygodnie?

 Potem nastała moda na genetykę. Trwa zresztą do dziś. Naukowcy prześcigają się w wykrywaniu genów na wszystko. Jest gen otyłości, nałogów, przestępczych skłonności i stu innych przypadłości duszy ludzkiej i zwierzęcej. O wpływie czynników zewnętrznych po troszkę zapomniano i wyszło na to, że jednak hodowca odpowiada i za charakter, przynajmniej w zakresie dziedziczonych skłonności. Hodowcy genetyką, jak każdą modą, się przejęli. Ale nie do końca. Chęć wyhodowania super-psa, eksterierowo jak najbardziej zbliżonego do wzorca często bierze górę nad rozsądkiem, gdy ten podpowiada, że wybrany reproduktor, choć cudownej piękności, jest wszakże patologicznie wręcz agresywny, czy dla odmiany tchórzliwy. Zupełnym nieporozumieniem jest wpuszczenie do hodowli suk o spaczonym charakterze, te bowiem, mało że przekażą potomstwu złe skłonności, to jeszcze utrwalą je poprzez wdrukowanie niewłaściwych wzorów zachowania (szczeniaki w pierwszych fazach rozwoju naśladują matkę we wszystkich zachowaniach). Trzeba samemu przejść gehennę z charakteropatycznymi szczeniakami, by zrozumieć, że eksterier to nie wszystko, a charakter jest bodaj czy nie najważniejszy i to zarówno w życiu codziennym jak i na ringu wystawowym - bo co komu na wystawie po pięknym psie, który na ringu trzęsie się ze strachu lub próbuje pożreć sędziego i konkurentów?

Za co w takim razie odpowiadamy my, hodowcy? Poza, oczywiście, zdrowiem i dobrym odchowaniem firmowanych przez siebie szczeniąt, to bowiem nie podlega żadnej dyskusji. Za wady genetyczne, które ujawniają się gdy pies ma pół roku, czy rok? A może za to, że z dobrze zapowiadającego się szczeniaka nie wyrósł champion wystawowy? Trochę ciężko brać na siebie aż taką odpowiedzialność, skoro jednym z uroków hodowli jest właśnie ta szczypta nieprzewidywalności, która sprawia, że mimo rozwoju genetyki, wcale nie tak łatwo hodować dobre psy. Nawiasem mówiąc, to ciekawe, że kiedy z ładnego szczeniaka wyrośnie brzydki pies, wszyscy mają pretensje do hodowcy, bo w końcu obiecywał championa, a wyszedł poćwirz. Ale kiedy z byle jakiego malca wyrośnie cudo, co się zdarza nie tak znowu rzadko, też mają pretensje, bo na pewno hodowca wiedział, tylko dla jakiejś przyczyny nie chciał powiedzieć.

Wszyscy doskonale znają prawa rządzące dziedziczeniem cech, poczynając od tych, które sformułował Mendel. Lata praktyki hodowlanej pokazują, że przynajmniej dwa zostały skrzętnie przemilczane przez podręczniki genetyki. Pierwsze z nich to „dziedziczy się złośliwie” - jakoś tak się składa, że psy dotknięte wadami dyskwalifikującymi: brakami w uzębieniu, złymi zgryzami czy wnętrostwem - to zwykle najładniejsze szczeniaki z miotu. Tak, jak z tą kromką chleba, która zawsze spada posmarowaną stroną w dół. To właśnie prawo miał zapewne w pamięci Zygmunt Jakubowski komentując kiedyś swoje sędziowanie w Opolu: „…miałem cudownej piękności suczkę na ringu, aż się bałem jej zajrzeć w zęby, żeby czar nie prysł …” To prawo ma znacznie więcej wspólnego z mistycyzmem czy zwykłym zabobonem niż z podstawami naukowymi, wszakże jednak często boleśnie sprawdza się w praktyce.

Drugie prawo sformułowała Malina Ostendowa, kiedy jeszcze wespół z mężem hodowała pony. Patrząc kiedyś na nieszczególnie udanego potomka swojego psa rzekła w zadumie: „... no cóż, genetyka chodzi zygzakiem”. Ano chodzi. Jakże często zawodzą podjęte w najlepszej wierze działania. Można wziąć dwa, cudownej piękności championy, o rodowodach wspaniale pasujących do siebie, z rozsądnym inbredem na znakomitych przodków i otrzymać - w najlepszym razie - co najwyżej przeciętne potomstwo, gdy tymczasem po przeciętnej parze rodzą się cuda.

Za co w takim razie odpowiadamy ? Czy za wszystko, czy skoro niczego przewidzieć się nie da, za nic? Tak na początek odpowiadamy za to, że w ogóle zdecydowaliśmy się hodować psy. Nikt nas do tego nie zmuszał. Z tego wynikają dalsze konsekwencje:

1.Bez względu na to czy istnieją jakieś normy czy nie, odpowiadamy za warunki, jakie stworzyliśmy naszym psom - w tłoku i brudzie odchowamy lada jakie, znerwicowane szczeniaki.

2.Każdy chciałby hodować same championy, tak jak każdy chciałby pisać na Nobla’a, a to się oczywiście nie uda, tym niemniej odpowiadamy za działania hodowlane podjęte w dobrej wierze - każde krycie powinno prowadzić do poprawienia tak eksterieru jak charakteru hodowanych przez nas psów. Krycie po najmniejszej linii oporu, najbliżej mieszkającym reproduktorem - ot, tak, żeby wypuścić miocik, nie ma nic wspólnego z działaniem w dobrem wierze.

3.Odpowiadamy za to, komu sprzedajemy szczenięta. Obecnie bardzo trudno je sprzedać, ale czy naprawdę trzeba je za wszelką cenę wypychać do ludzi, którzy w ogóle nie powinni mieć psa?

4.Kiedy nabywcy psa z naszym przydomkiem nie mogą go z jakiejś przyczyny dłużej mieć, to my odpowiadamy za znalezienie mu dobrego, nowego domu.

5.Zasadniczo nie odpowiadamy za ukryte wady towaru, które ujawniły się w dalszym rozwoju; dobre obyczaje wymagają wszakże by zaproponować nabywcy drugiego szczeniaka na dogodnych warunkach

6.Na pociechę dodam, że nie odpowiadamy za to, iż ze szczeniaka nie wyrósł champion. Sprzedajemy szczenię w cenie szczenięcia. „Gotowe” championy są dużo droższe i trudno je kupić.

7. Chcemy czy nie chcemy ponosimy też sporą część odpowiedzialności za charakter i skłonności hodowanych przez nas psów.

No właśnie. Miało być o wpływie przebiegu ciąży i warunków odchowu w pierwszych tygodniach życia na charakter i zachowanie szczeniąt, a jest on równie istotny jak uwarunkowania genetyczne, o czym będzie w następnym odcinku.

 

Autor: Anna Redlicka

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości lub  fragmentów zabronione.